czwartek, 13 czerwiec 2019 06:56

Czy targi, jakie znamy mają przyszłość?

Napisane przez T. Piotr Durawa


Pobierz załącznik:
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Nie! Nie mają. Znikną jak maszyny do pisania oraz kasety VHS, ewentualnie uciekną w niszę jak płyty winylowe czy fotografia chemiczna. Ale to moje, autora, osobiste zdanie. Szanownych czytelników proszę jednak o to, aby ewentualne wiadro pomyj wylali na mnie dopiero po przeczytaniu całości.
O ile oczywiście się ze mną nie zgadzają.

Sygnał do dyskusji o skuteczności targów w biznesie dały Alfa Romeo, DS, Fiat, Infiniti, Jeep, Mitsubishi, Nissan, Peugeot, Volvo i Tesla, które wycofały się z uczestnictwa w jednej z (niegdyś) najważniejszych europejskich imprez targowych, mianowicie w IAA 2017 we Frankfurcie. Oficjalne powody nieobecności były zrozumiałe: wysokie koszty i brak korzyści te koszty równoważących.

U podstaw ich decyzji leżą jednak jeszcze inne powody i warto je poznać, bo wpływają one na nasze życie, choć często nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Pierwszy z nich to zmiana technologiczna, która dokonała się w ostatnich trzech dekadach i umożliwiła kompletnie nowe formuły komunikowania. Coraz wydajniejsze i sprawniejsze połączenia nie tylko generują nowe, łatwiejsze sposoby docierania do odbiorcy, ale także, a może przede wszystkim, kwestionują przydatność dotychczasowych metod dialogu rynkowego. Technologia informatyczna jest stale ulepszana i coraz łatwiej dostępna, a każdy dostawca produktów czy usług ma do dyspozycji narzędzia informacji rynkowej o zasięgu potencjalnie przekraczającym jego potrzeby i możliwości. I żadnej potrzeby wystawiania się w jakichś halach.

Gwałtowny rozwój (prawie) każdej technologii, bazujący na pędzącej informatyzacji, uruchomił kompletnie nowe postawy rynkowe. Jeszcze 12 lat temu, w 2007 r., Steve Jobs na specjalnej konferencji prezentował szczytowe osiągnięcie Apple’a, rewolucjonizującego rynek telekomunikacyjny pierwszego iPhone’a. Dziś tempo innowacji jest tak duże, że nikt nie organizuje specjalnych imprez, aby o innowacjach informować. A na pewno nie wzbudzają one takiego zainteresowania, jakim cieszyła się premiera iPhone’a. Dziś innowacja i ciągłe doskonalenie jest raczej warunkiem przetrwania niż powodem do szczególnej chwały. W takim środowisku statyczna impreza, jaką są targi, nie ma wiele do zaoferowania. W drugiej połowie XX w. firmy, nie tylko samochodowe, przygotowywały premiery swoich osiągnięć zgodnie z kalendarzem targowym. Dziś priorytetem dla rynkowej premiery jest uprzedzenie konkurencji, a nie czekanie na jakąś datę.

Po trzecie wreszcie, świat się skurczył. Z łatwością, zarówno techniczną, jak i finansową, bez problemu docieramy do dowolnego miejsca na ziemi. Ale przecież w ogóle nie musimy się przemieszczać – łącza komunikacyjne zapewniają nam zdalny udział w konferencjach i spotkaniach. Jakość tych połączeń może być tak dobra, że możliwe jest wykonywanie zabiegów chirurgicznych przez zespoły specjalistów ulokowane w różnych częściach świata. Jeśli wykonalne jest operowanie na odległość, to również prezentacja możliwości technologicznych, procesów czy skomplikowanych linii produkcyjnych nie nastręcza trudności. Nie trzeba już potencjalnych zainteresowanych gromadzić w wymyślnych lokalizacjach i ciasnych przestrzeniach lub kazać im przedzierać się przez tłum zwiedzających.

Dysponujemy dziś takimi możliwościami technologicznymi i takimi nowymi umiejętnościami, przy których tradycyjna formuła targowa wygląda jak budka telefoniczna obok smartfona.

Po co więc organizować targi? Nie ma po co i dlatego targi, jakie znamy nie mają przyszłości. Nie są potrzebne ani dostawcom, ani odbiorcom. Każdą z funkcji, którą targi, jakie znamy realizują, można dziś z łatwością zastąpić bardziej efektywnym dla czasu i kosztów sposobem.

Poza jedną. Trzeba przyznać, że targi w tradycyjnej formule pozwalały na kontakt twarzą w twarz, bez pośrednictwa technologii. A to w biznesie duża wartość. Więc może targi są jednak potrzebne?

Uważni czytelnicy na pewno zauważyli, że zawarta w tym tekście ocena targów odnosi do targów, jakie znamy. Więc są targi, jakich jeszcze nie znamy, albo warto pracować nad taką formułą, która wykorzysta technologię, zmiany w sposobie komunikowania czy zwiększoną dostępność geograficzną do wyeliminowania dzisiejszych słabości, a jednocześnie zadba o to, co jest w targach najcenniejsze, czyli bezpośredni kontakt.


Jakie mogłyby być zatem targi, których nie znamy?
Przede wszystkim muszą być wydarzeniem. Nie tylko w Polsce, ale także na świecie, odbywa się wiele regionalnych imprez, w zamyśle targowych, a w rzeczywistości będących rodzajem okna wystawowego lokalnych producentów i usługodawców. Czemu mają one służyć? Organizatorowi mają zapewnić zysk, wystawcy umożliwić kontakt z potencjalnymi odbiorcami, odbiorcom przegląd możliwości lokalnych w danej dziedzinie. Z tych trzech tylko organizator ma policzalne efekty, pozostali mają nadzieję: wystawcy na nowych klientów, odbiorcy na rozpoznanie rynku.

W światowym biznesie targowym coraz częściej dochodzi do łączenia eventów (takim przykładem mogą być targi Comic Con ) i budowania zainteresowania odbiorców różnorodnością oferty. Naturalną konsekwencją będą rzadsze, ale za to bardziej atrakcyjne imprezy.

Łatwo to uzasadnić, bo duża impreza:
- wzbudza większe zainteresowanie odwiedzających, a to generuje gotowość wystawców do ponoszenia kosztów,
- może sobie pozwolić na różnorodność i łączenie różnych branż, np. w różnych kwartałach powierzchni wystawienniczej. Imprezy branżowe, choćby wielkie, np. targi techniki dentystycznej, raczej nie rozpalają emocji osób niezwiązanych z branżą, nie są też miejscem, które odwiedzą rodziny z dziećmi,
- to ważny element lokalnej gospodarki – przyjezdni wystawcy i goście korzystają z miejscowej infrastruktury, ale tylko wtedy, kiedy impreza jest odpowiednio duża, trwa kilka dni i daje możliwość uzyskania konkretnych, nie tylko wizerunkowych, korzyści,
- ma duże możliwości promocyjne – wykłady, odczyty, udział w testach, udział w badaniach itp. mogą zostać zaoferowane wszystkim uczestnikom. Nowoczesna technologia umożliwia informowanie o najciekawszych wydarzeniach kanałami RSS, także dla tych, którzy „jeszcze” nie dotarli na miejsce. W interesie organizatora jest nakłanianie wystawców do tworzenia wydarzeń na swoich stoiskach i organizowania ich w taki sposób, aby nie trzeba było wybierać pomiędzy „bezbolesnym rwaniem” (targi dentystyczne) a prezentacją ultranowoczesnych śpioszków (Baby Fair). Otaczająca nas rzeczywistość jest bardzo dynamiczna, zatem targi nie mogą być statyczne.

W ubiegłym roku umarły targi CEBIT w Hanowerze, jedna z największych imprez technologicznych na świecie. Jej organizator uzasadnił to, a jakże, spadającą liczbą odwiedzających i wystawców. Jednocześnie w oficjalnej informacji zapowiedział, że część zagadnień będzie w dalszym ciągu organizowana, ale w ramach innych wydarzeń. To dowód, że bez zapewnienia różnorodności nawet najbardziej nośne branże, a do takich należy technologia, nie są w stanie przetrwać.

A zatem jeszcze raz: Nie! Targi, jakie znamy nie mają przyszłości.

Ale warto pracować nad nowymi rozwiązaniami, które pozwolą nam, ludziom, na kontaktowanie się bez pośrednictwa ekranu. Bo bezpośredni kontakt to najcenniejsza wartość naszej, nie tylko targowej, rzeczywistości.

Czytany 81 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 13 czerwiec 2019 06:59