Archiwum
1/2019

1/2019 (12)

Japonia jest uważana za największy (wartościowo) rynek kosmetyków na świecie. Mieszkańcy tego kraju nie oszczędzają na zakupie produktów pielęgnacyjnych, które pomogą im wpisać się w dalekowschodni kanon piękna, zapewnią: naturalność, porcelanową cerę i wyraziste spojrzenie. Są to bardzo ważne motywy w tradycyjnym kanonie estetycznym, do którego Japończycy przykładają dużą wagę.

Informacje o rynku
• Zwiększone zapotrzebowanie na kompleksowe produkty, łączące ochronę przeciwsłoneczną z głębokim nawilżaniem oraz rozjaśnianiem cery, takie jak kremy BB, CC i DD.
• Poszukiwanie produktów atrakcyjnych wizualnie, kolorowych, jaskrawych, przyciągających wzrok pomysłowymi opakowaniami (o motywie owoców, warzyw, zwierząt i kwiatów) lub tych o estetycznym, minimalistycznym i luksusowym wyglądzie (produkty Shiseido, Kosé, Sulwhasoo, Laneige).
• Kosmetyki delikatnie perfumowane, gdyż konsumenci azjatyccy nie lubią ciężkich zapachów, perfum, wód toaletowych.
• Azjaci kupują szybko wchłaniające się produkty o lekkiej konsystencji, intensywnie wybielające, przystosowane do regionalnych warunków klimatycznych.
• Konsumenci są zainteresowani innowacyjnymi, ekologicznymi i naturalnymi składnikami.
• Trendy rynkowe są definiowane przez starzejące się społeczeństwo konsumenckie oraz kulturowo ugruntowany nacisk na zachowanie kanonu piękna.
• Odnotowuje się zwiększoną dbałość o wizerunek wśród mężczyzn oraz coraz mocniejsze zainteresowanie kosmetykami dla dzieci.
• Duża baza produkcyjna.
• Zaawansowany, nasycony i bogaty rynek o bardzo dużej konkurencji.

Największy udział w sprzedaży mają kosmetyki służące do pielęgnacji twarzy i produkty związane z makijażem. Ostatnio odnotowuje się również wzrost popytu na produkty funkcjonalne, w przypadku których konsument może łatwo przełożyć wartość towaru na jego cenę.

Jest to rynek trudny dla producentów perfum oraz środków przeciw poceniu się (Japończycy rzadko używają perfum i antyperspirantów) oraz kosmetyków do makijażu – ten rynek zdobyły kosmetyki koreańskie.

Japończycy zwracają baczną uwagę na higienę i aspekty związane z bezpieczeństwem mikrobiologicznym produktu, dlatego dużym powodzeniem cieszą się produkty „z pompką” lub dozownikiem. Na półkach sklepowych można znaleźć kosmetyki, np. maseczki do twarzy, które są skutecznie zabezpieczone przed ewentualnym zanieczyszczeniem/skażeniem (rysunek poniżej):

KW 1 2019 rys 1

Rynek kosmetyków w Japonii jest podzielony na dwa główne segmenty:
• rynek kosmetyków najwyższej klasy (produkty z tzw. górnej półki lub segmentu premium)
• rynek tanich kosmetyków.

Do pierwszego segmentu należą w większości znane marki zagraniczne i produkty czołowych firm japońskich. Produkty te są sprzedawane przez wykwalifikowanych doradców personalnych lub wizażystki w dużych domach handlowych lub sklepach (salonach) firmowych danej marki.
Rynek kosmetyków tanich charakteryzuje to, że produkty tego segmentu dostępne są w supermarketach, aptekach i sklepach wielobranżowych. W wielu przypadkach są to mniej rozpoznawalne (drugie) marki czołowych producentów japońskich lub marki zagraniczne, które znajdują się dopiero w początkowym stadium penetracji rynku.

Ze względu na powyższą charakterystykę producenci, których produkty sytuują się pomiędzy oboma segmentami, mają duże problemy z zaistnieniem na rynku japońskim.

Główne trendy na rynku w Japonii
• Coraz bardziej dynamiczny rozwój linii produktów dla mężczyzn i dzieci.
• Produkty związane z makijażem charakteryzują się krótkim cyklem życiowym i producenci zmuszani są do wprowadzania częstych zmian istniejących produktów oraz wypuszczania na rynek nowych linii z każdym nowym sezonem.
• Szminki, które charakteryzują się najkrótszym cyklem życiowym, są jednocześnie drugim najbardziej popularnym produktem do makijażu.
• Szampony są liderem, jeśli chodzi o wartość sprzedaży dla produktów do pielęgnacji włosów. Jednocześnie można zaobserwować wyraźny wzrost sprzedaży farb do włosów i toników; zarówno w przypadku kobiet, jak i mężczyzn.
• Sprzedaż dezodorantów i produktów z filtrami przeciwsłonecznymi przestała być sezonowa ze względu na wzrost świadomości dotyczącej szkodliwości promieni UVA i UVB.
• Produkty zagraniczne przeważają w segmencie perfumeryjnym, jednakże w porównaniu z Europą czy USA popyt na perfumy jest dużo niższy i zdominowany przez młodych konsumentów. (...)

Każdego dnia konsumenci na całym świecie zaopatrują się w miliony produktów codziennego użytku. Niestety, obecność towaru na półce sklepowej nie jest gwarancją jego bezpieczeństwa. Produkty mają różne pochodzenie, są wytwarzane przez producentów, którzy nie zawsze dokładają starań, by zapewnić maksymalne bezpieczeństwo stosujących je osób. Często wyroby nie są poddawane podstawowym badaniom, nie tylko pod kątem funkcjonalności, ale również ewentualnych zagrożeń, jakie mogą stwarzać dla użytkowników.

Niemal każda grupa produktów konsumenckich ma jasno określone przepisy prawne, które regulują kwestie wprowadzania ich do obrotu. Mimo istnienia wymogów prawnych i norm nadal na rynku są identyfikowane produkty, które nie spełniają podstawowych wymogów w zakresie bezpieczeństwa. Niepokój budzi fakt, że wśród produktów, których bezpieczeństwo jest często kwestionowane, są wyroby przeznaczone dla dzieci: zabawki, odzież, kosmetyki. W trosce o bezpieczeństwo konsumentów utworzono system RAPEX (system szybkiej wymiany informacji o produktach niebezpiecznych), który umożliwia wykluczenie lub ograniczenie obecności produktów niebezpiecznych na rynku Wspólnoty.

System RAPEX służy szybkiej wymianie informacji między państwami członkowskimi a Komisją Europejską na temat produktów stwarzających poważne zagrożenia dla zdrowia i bezpieczeństwa konsumentów, udostępnianych na terenie Unii Europejskiej. Utworzono go na mocy artykułu 12 dyrektywy 2001/95/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 3 grudnia 2001 r. w sprawie ogólnego bezpieczeństwa produktów (wraz z późniejszymi zmianami).

Wszystkie państwa członkowskie UE (jak również Islandia, Liechtenstein i Norwegia) przynależą do RAPEX. W Polsce organem sprawującym nadzór nad ogólnym bezpieczeństwem produktów jest Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. UOKiK wprowadza do rejestru informacje na temat produktów uznanych za niebezpieczne oraz środków naprawczych podjętych przez przedsiębiorców lub kompetentne władze. Natomiast Komisja Europejska informuje stronę polską o produktach stwarzających zagrożenie, zidentyfikowanych na terenie innych państw członkowskich UE. Podstawowym zadaniem polskich organów jest skontrolowanie, czy określony produkt znajduje się na polskim rynku i ewentualne przyjęcie odpowiednich środków zaradczych oraz przekazanie takiej informacji Komisji Europejskiej. Informacje na temat produktów stwarzających zagrożenie są rozpowszechniane między kompetentnymi władzami państw członkowskich poprzez sieć narodowych punktów kontaktowych. Informacje o zidentyfikowanych produktach niebezpiecznych są szczególne istotne dla konsumentów dlatego też, wychodząc naprzeciw potrzebom użytkowników, Komisja Europejska publikuje na stronie internetowej poświęconej sprawom konsumenckim aktualizowane co tydzień raporty o produktach, które zgłoszono do systemu. W raportach, w odniesieniu do każdego produktu, dostępne są następujące informacje: opis produktu, zdjęcie produktu, informacje o zagrożeniach, kraj zgłaszający produkt oraz opis środków naprawczych podjętych w odniesieniu do produktu przez kraj, który takiego zgłoszenia dokonał w celu uniemożliwienia lub ograniczenia udostępniania danego produktu na rynku.

Kryteria zgłoszeń w systemie RAPEX
Aby produkt został zgłoszony w tym systemie, musi spełnić cztery podstawowe warunki: musi być produktem konsumenckim; musi istnieć możliwość zastosowania środków zapobiegawczych, mających na celu ograniczenie niekorzystnego wpływu określonego produktu na bezpieczeństwo człowieka; produkt musi stwarzać poważne zagrożenia dla zdrowia i życia, a poważne zagrożenie wywołuje skutki transgraniczne.

Często pojęcie „produkt konsumencki” nie jest dobrze rozumiane, stąd powszechna chęć zgłoszenia produktów, które nie spełniają jednego z podstawowych kryteriów. Produkty konsumenckie to takie, które zostały zaprojektowane, wyprodukowane i są dostępne dla konsumentów. Produkty przeznaczone dla profesjonalistów, które w możliwych do przewidzenia warunkach będą używane przez konsumentów (tzw. produkty migrujące), których nabycie i użytkowanie nie wiąże się z koniecznością posiadania szczególnej wiedzy lub przeszkolenia w zakresie samodzielnej obsługi, które mogą być z łatwością zakupione w ogólnodostępnych sklepach, również zaliczają się do tej kategorii. Przykładami tego typu produktów mogą być np.: piła tarczowa, wiertarka elektryczna.

Niektóre grupy produktów konsumenckich są wyłączone z RAPEX ze względu na istnienie w tych grupach innych procedur zgłoszeniowych, regulowanych przez odrębne przepisy UE. Równoważne mechanizmy zgłoszeniowe dotyczą takich produktów, jak: żywność i pasze, produkty lecznicze i wyroby medyczne.

Lew w klatce, czyli substancje zaburzające funkcjonowanie układu hormonalnego (ED) w kontekście aktualnych aktów prawnych okiem toksykologa i safety assessora

W 2002 r. Światowa Organizacja Zdrowie (WHO) zdefiniowała substancję zaburzającą funkcjonowanie układu hormonalnego jako substancję lub mieszaninę, która zmienia funkcjonowanie tego układu i wywołuje tym samym efekty szkodliwe dla zdrowia w nienaruszonym organizmie, u jego potomstwa lub w jego (sub)populacjach.

Przyjmuje się, że substancje zaburzające funkcjonowanie układu hormonalnego (ang. endocrine disruptors, ED) stanowią substancje, które mają wpływ na działanie układu hormonalnego ludzi (i zwierząt) i spełniają jednocześnie trzy warunki:
1. wykazują działanie hormonalne,
2. wywołują efekty szkodliwe,
3. między tym działaniem i efektami istnieje związek przyczynowo-skutkowy.

W ocenie bezpieczeństwa pod kątem toksykologicznym istnieje wiele aktów prawnych Unii Europejskiej, w których można zastosować strategię opartą na zagrożeniu, z kolei w innych przypadkach przyjmuje się strategię bazującą na ryzyku. W celu wyjaśnienia różnicy pomiędzy tymi dwiema strategiami można przywołać analogię ze światem zwierząt – lew z natury stanowi zagrożenie, jednak bezpiecznie zamknięty w klatce w zoo nie stwarza ryzyka, ponieważ nie dochodzi do narażenia. Przykładowo, przepisy UE dotyczące środków ochrony roślin i produktów biobójczych stanowią, że nie zatwierdza się substancji czynnych, które zaburzają funkcjonowanie układu hormonalnego, chyba że narażenie (w przypadku środków ochrony roślin) lub ryzyko (w przypadku środków biobójczych) jest nieistotne.

Podstawowe definicje i terminy
WHO, prowadząc Międzynarodowy Program Bezpieczeństwa Chemicznego „Globalna ocena substancji zaburzających funkcjonowanie układu hormonalnego z punktu widzenia najnowszej wiedzy naukowej” (2002, WHO/PCS/EDC/02.2), przyjęła definicję substancji zaburzającej funkcjonowanie układu hormonalnego (ang. endocrine disruptors, ED) jako substancja lub mieszanina egzogenna, która zmienia funkcjonowanie układu hormonalnego i w konsekwencji wywołuje efekty szkodliwe dla zdrowia w nienaruszonym organizmie, u jego potomstwa lub w jego (sub)populacjach. Można więc uznać, że ED stanowią substancje, które mają wpływ na działanie układu hormonalnego ludzi (i zwierząt) i spełniają jednocześnie trzy warunki:

  • wykazują działanie hormonalne,
  • wywołują efekty szkodliwe,
  • między tym działaniem i efektami istnieje związek przyczynowo-skutkowy.

Warto zwrócić uwagę, że w typowych podejściach w ocenie ryzyka substancji chemicznych ustala się, czy wystąpił efekt szkodliwy (tzw. punkty końcowe). W przypadku oceny ED dodatkowym elementem jest uwzględnienie sposobu, w jaki substancja chemiczna wywołuje określone skutki, tzw. efekt działania.
Bardzo ważną kwestią jest termin „działanie na układ hormonalny”, które należy rozumieć jako swoistą zdolność substancji do oddziaływania co najmniej na jeden komponent układu hormonalnego lub zakłócania jego funkcjonowania, co nie musi prowadzić do wystąpienia efektu szkodliwego.

Z kolei jako efekt szkodliwy należy rozumieć zmiany w morfologii, fizjologii, wzroście, rozwoju, rozrodczości lub długości życia organizmu, systemu lub (sub)populacji, która powoduje upośledzenie zdolności funkcjonalnych, zdolności do kompensacji dodatkowego stresu lub wzrost podatności na działanie innych czynników.

Jeśli chodzi o ustalenie związku przyczynowego, niezbędna jest wiarygodna podstawa dowodowa, potwierdzająca istotnie biologicznie związek przyczynowy pomiędzy efektami szkodliwymi obserwowanymi w badaniach nad nienaruszonym organizmem a działaniem na układ hormonalny.


Wytyczne dotyczące identyfikacji substancji zaburzających funkcjonowanie układu hormonalnego w kontekście rozporządzeń UE 528/2012 i WE 1107/2009
Należy podkreślić, że UE ma jedną z najsurowszych na świecie strategii oceny środków ochrony roślin oraz produktów biobójczych. Aby pomóc w wypełnianiu obowiązków wynikających z rozporządzenia w sprawie produktów biobójczych (ang. BPR – Biocidal Products Regulation) – UE 528/2012 oraz rozporządzenia w sprawie środków ochrony roślin (ang. PPPR – Plant Protection Products Regulation) – WE 1107/2009, zostały opracowane odpowiednie wytyczne, dotyczące identyfikacji substancji zaburzających funkcjonowanie układu hormonalnego. Wspomniane wytyczne zostały opracowane jako przewodnik (Guidance for the identification of endocrine disruptors in the context of Regulations (EU) No 528/2012 and (EC) No 1107/2009), który został wydany 7 czerwca 2018 r. W poradniku opisano, w jaki sposób zebrać, ocenić i rozważyć wszystkie istotne informacje do oceny, przeprowadzić analizę sposobu działania (ang. MoA – mode of action) i zastosować podejście oparte na ciężarze dowodu (ang. WoE – weight of evidence) w celu ustalenia, czy spełnione są kryteria ED. Warto zwrócić uwagę, że wytyczne zostały poddane kilku konsultacjom, które podsumowano w sprawozdaniu technicznym (ECHA i EFSA, 2018). Konsultowano go dwukrotnie z grupą konsultacyjną ad hoc ekspertów z państw członkowskich oraz z zainteresowanymi stronami (kwiecień – maj 2017 r. oraz lipiec – sierpień 2017 r.). Przeprowadzono ogólne konsultacje publiczne (od grudnia 2017 r. do stycznia 2018 r.). Podczas przeglądu wytycznych po przeprowadzeniu konsultacji rozpatrzono ogólne informacje zwrotne i stan wiedzy naukowej oraz uznano, że dokument ten w przyszłości może wymagać aktualizacji, gdy dostępna będzie odpowiednia wiedza naukowa i na podstawie doświadczenia nabytego przy stosowaniu niniejszego poradnika. Poradnik zawiera wiele istotnych informacji, z których najważniejsze to:

  • spis stosowanych akronimów oraz słownik podstawowych terminów związanych z ED;
  • wstęp uwzględniający cel, uzasadnienie i opis poradnika;
  • strategie, jakie należy stosować do oceny, czy dana substancja spełnia kryteria ED;
  • źródła informacji do identyfikacji ED;
  • zalecenia dla wnioskodawców i osób oceniających;
  • uwagi dotyczące rozważań na temat, jak oceniać potencjał zaburzania pracy tarczycy u ludzi;
  • zalecenia dotyczące projektowania, wykonania i oceny technicznej badań hormonalnych;
  • wymagania dotyczące informacji dla substancji aktywnych w odniesieniu do regulacji związanych z produktami biobójczymi oraz produktami ochrony roślin, które mogą potencjalnie zapewniać informacje na temat ED;
  • bazy danych, oprogramowania oraz inne źródła literaturowe;
  • formatka arkusza Excel do raportowania dostępnych informacji istotnych do oceny ED.


Podsumowanie
Nie ulega wątpliwości, że na terenie krajów UE panują jedne z najsurowszych na świecie wytyczne dotyczące strategii oceny substancji zaburzających funkcjonowanie układu hormonalnego. Obowiązujący poradnik, wydany 7 czerwca 2018 r., zawiera wiele istotnych i przydatnych informacji zarówno dla wnioskodawców, jak i osób oceniających.

Z toksykologicznego punktu widzenia jest to bardzo wartościowy dokument, który w relatywnie prosty sposób przedstawia aktualnie strategie i obowiązujące wytyczne dotyczące ED. Należy jednak zwrócić uwagę, że przygotowanie raportu z przeprowadzonej oceny danej substancji jest zadaniem wymagającym wiedzy interdyscyplinarnej z zakresu głównie toksykologii człowieka, endokrynologii, biochemii, oraz ekotoksykologii. Warto również zwrócić uwagę na praktyczność zawartych wytycznych – wymagane są bardzo szczegółowe dane, a ich znalezienie w literaturze jest często trudne lub wręcz niemożliwe. Z uwagi na to, że wymogi dotyczące identyfikacji substancji jako ED zostały wprowadzone niedawno, trudno jest znaleźć eksperta kompetentnego w tym zakresie.

 

dr Kamil Jurowski
toksykolog, safety assessor – specjalista ds. oceny bezpieczeństwa

Świat w XXI wieku jest pełen nowoczesnych technologii oraz nowinek ułatwiających życie. Kto z nas nie używa telefonu komórkowego, laptopa czy aparatu fotograficznego? Można śmiało przyjąć, że wiele osób zabiera te urządzenia także w podróż służbową czy na wyjazd weekendowy. Niewiele jednak osób zdaje sobie sprawę, że baterie litowe, którymi są zasilane te urządzenia, zalicza się do towarów stwarzających zagrożenie w transporcie.

Bateria jest urządzeniem służącym do magazynowania energii elektrycznej i przystosowanym do oddawania tej energii w bezpieczny sposób. Bateria może składać się z dowolnej ilości ogniw (czyli układów złożonych z dwóch elektrod zanurzonych w elektrolicie), połączonych szeregowo w wyższe napięcia. W transporcie jako materiały niebezpieczne klasyfikowane są baterie litowe metaliczne oraz baterie litowo-jonowe.

Bateria litowa

W akumulatorze litowym podstawą magazynowania energii jest ruch dodatnich jonów litu między anodą i katodą w przewodzącym elektrolicie, co jest związane z przemianami chemicznymi. Elektroda dodatnia (katoda) zbudowana jest ze związków litu, natomiast ujemna (anoda) zbudowana jest najczęściej z jakiejś odmiany węgla. Elektrody muszą być od siebie odseparowane tak, aby nie nastąpiło zwarcie, natomiast między nimi musi być umieszczony elektrolit, który pozwoli na przemieszanie się dodatnich jonów litu między elektrodami. Z powodu dużej aktywności chemicznej litu zwarcie bądź uszkodzenie takiego ogniwa może doprowadzić do jego przegrzania, a w skrajnych przypadkach do eksplozji lub trudnego do ugaszenia w warunkach transportowych pożaru.


Zagrożenia

W tym roku agencja Ministerstwa Transportu Stanów Zjednoczonych (Federal Aviation Administration) zaktualizowała raport o incydentach związanych z użyciem baterii litowych oraz przedmiotów zasilanych tego rodzaju bateriami, które miały miejsce na pokładzie samolotu lub na terenie portu lotniczego. Okazuje się, że w 2016 r. odnotowano 29 przypadków samozapłonu oraz pożarów spowodowanych przez przedmioty zawierające baterie litowe, a w 2017 r. było ich już 38. Oznacza to średnio trzy incydenty, które mają miejsce w transporcie lotniczym baterii, na miesiąc. Wydaje się, że liczba ta nie będzie maleć, zważywszy że omawiane baterie znajdują się w takich urządzeniach, jak: telefony komórkowe, laptopy, palmtopy, zegarki, aparaty fotograficzne, zabawki dziecięce, powerbanki, tablety, e-papierosy, segwaye oraz w popularnych zabawkach elektrycznych – monocyklach, deskorolkach, hulajnogach, a nawet dronach.
Jak w takim razie przygotować w bezpieczny sposób transport ładunku zawierającego baterie?

Zasady transportu

Zasady przewozu baterii jonowych, zarówno samych, jak i w urządzeniach, są ściśle określone w Umowie europejskiej (...)

wtorek, 23 kwiecień 2019 08:21

Podpałki do grilla – zawsze oznakowane

Napisane przez

Mówi się, że grillowanie to sport narodowy Polaków. W okresie wiosenno-letnim większość rodaków w ten sposób spędza weekendy. Na rynku pojawiło się wiele rodzajów podpałek, których rola w procesie grillowania jest znacząca. Produkty tego typu powinny być na tyle skuteczne, aby szybko się rozpalały, ale co równie ważne długo utrzymywały płomień, by rozżarzyć brykiet czy węgiel. Stosowanie podpałek jest sporym ułatwieniem, jednak należy pamiętać, że grillowanie to sposób przyrządzania jedzenia, więc używane artykuły powinny być bezpieczne.

Aby podpałki nie wpływały negatywnie na przygotowywane jedzenie, a tym samym na nasze zdrowie, powinny być wykonywane zgodnie z odpowiednimi standardami. W tym celu wprowadzono normę PN-EN 1860-3:2005/ A1:2006 Urządzenia, paliwa stałe i podpałki grilla. Część 3: Podpałki do rozpalania paliw stałych stosowane w urządzeniach do grillowania. Wymagania i metody badań. W normie tej określono między innymi wymagania i metody badań dotyczące bezpieczeństwa, pakowania i oznakowania wszystkich rodzajów podpałek, to znaczy stałych, w postaci płynu, płynu zagęszczonego, a także żelu.

Skład

Podstawowym celem normy jest ograniczenie zagrożeń, jakie mogą wystąpić podczas grillowania. Jeśli mowa o bezpieczeństwie podpałek, należy zacząć od składu. Produkty tego typu nie mogą zawierać substancji klasyfikowanych jako bardzo toksyczne, toksyczne, korozyjne, wybuchowe, utleniające, uczulające oraz rakotwórcze. Dodatkowo surowce, z których wytwarzane są podpałki, nie mogą zawierać więcej niż 2% związków aromatycznych, a zawartość siarki nie może przekraczać 0,05%. Niezwykle ważnym parametrem wpływającym na bezpieczeństwo jest temperatura zapłonu, która powinna być równa 55°C bądź większa. Podpałka powinna być na tyle skuteczna, by szybko się rozpalić, bo w tym celu jest stosowana, nie może jednak wybuchać, eksplodować, strzelać czy też rozpryskiwać. Wszystkie parametry, jakie muszą spełniać podpałki, są mierzone za pomocą odpowiednich metod badań, które szczegółowo opisuje wyżej wymieniona norma, a wyniki testów powinny być zebrane w odpowiednim raporcie dla danego produktu.

Opakowanie handlowe

Istotną cechą podpałek jest opakowanie handlowe, które powinno umożliwiać bezpieczne magazynowanie i transportowanie, a także chronić konsumenta i zapobiegać zanieczyszczeniu środowiska. Podpałki w postaci płynu, płynu zagęszczonego i żelu powinny mieć zamknięcie utrudniające otwarcie przez dzieci, trwale zamocowany dozownik, a także zabezpieczenie przed wypływem (...)

wtorek, 23 kwiecień 2019 08:02

Mikroplastiki – mały wielki problem

Napisane przez

Zanieczyszczenie środowiska tworzywami sztucznymi to obecnie jeden z głównych problemów ochrony środowiska zarówno w Europie, jak i na świecie.

Produkcja tworzyw sztucznych wzrosła 25-krotnie w ciągu ostatnich 40 lat. Szacuje się, iż do 2017 roku całkowita ilość wyprodukowanych tworzyw sztucznych osiągnęła poziom około 8,3 miliardów ton. Z powodu nieodpowiedniego utylizowania produktów z tworzyw sztucznych oraz niepoddawania ich recyklingowi stanowią one długotrwałe zanieczyszczenie środowiska, którego skalę najlepiej widać na przykładzie zanieczyszczenia oceanów i mórz.

Dodatkowo produkty z tworzyw sztucznych mogą przekształcać się pod wpływem promieniowania UV czy ścierania mechanicznego w drobinki plastikowe, zwane mikroplastikami, które również stanowią poważne zagrożenie dla środowiska wodnego.

Mikroplastik – co to takiego

Nie została jeszcze opracowana oficjalna definicja pojęcia „mikroplastik”. Propozycja przedstawiona w 2015 r. przez Cosmetics Europe (europejskie stowarzyszenie handlowe w branży kosmetyków i higieny osobistej) mianem plastikowych mikrogranulek określa celowo dodawane, nierozpuszczalne w wodzie, stałe cząstki z tworzywa sztucznego o wielkości 5 mm lub mniejszej, które są używane do złuszczania lub oczyszczania w spłukiwanych produktach do pielęgnacji osobistej. Pod pojęciem mikroplastiku znajdziemy również stałe cząstki z tworzywa sztucznego o wielkości 5 mm lub mniejszej, nierozpuszczalne w wodzie, które mogą tworzyć morskie odpady.

Należy pamiętać, że wszystkie tworzywa syntetyczne są wykonane z polimerów, jednak nie każdy polimer to mikroplastik. Wiele syntetycznych polimerów w preparatach kosmetycznych nie spełnia kryteriów definicji zaproponowanej przez Cosmetics Europe, np. polimery będące cieczami w normalnych zakresach temperatury otoczenia, rozpuszczalne w wodzie substancje polimeryczne.

Rodzaj polimeru, jego skład, rozmiar cząstek i kształt determinuje rolę, jaką ma spełniać dany składnik w produktach kosmetycznych. Główne funkcje polimerów w produktach kosmetycznych to funkcja filmotwórcza, zagęszczająca, spęczniająca, emulgująca oraz złuszczająca. Mogą one mieć także inne przeznaczenie, np. jako środek matujący, zmętniający czy podnoszący walory estetyczne (brokat). Znajdują zastosowanie jako faza sorpcyjna do dostarczania substancji zapachowych, witamin, olejów, środków nawilżających oraz innych aktywnych składników. Są wykorzystywane do produkcji zarówno produktów spłukiwanych, jak i pozostających na skórze, tj. żeli do mycia ciała i twarzy, peelingów oraz past do zębów (jako składnik wykazujący funkcję ścierną), szamponów, kremów przeciwsłonecznych, kremów do golenia, kremów przeciwzmarszczkowych, lakierów do włosów, maseczek do twarzy, tuszy do rzęs, cieni do powiek i wielu innych. Udział polimerów w recepturze kosmetyku może wahać się od ułamka procentu do nawet 90%, w zależności od pełnionej przez niego funkcji.

Skala to problem

Mikroplastiki stanowią poważny problem i wyzwanie dla ochrony środowiska wodnego i lądowego.

Szacuje się, że 2–5% wszystkich wyprodukowanych tworzyw sztucznych trafia do oceanów. Głównym źródłem zanieczyszczenia wód jest przemysł tworzyw sztucznych, ale mikrogranulki plastikowe dostają się do oceanów również z gospodarstw domowych, gdzie ich źródłem są produkty chemii gospodarczej i kosmetyki. Pozostałości kosmetyków są spłukiwane wodą, następnie trafiają do wód ściekowych, a stamtąd do systemów oczyszczania ścieków. Jeżeli procesy tam zachodzące są nieskuteczne, wówczas mikroplastik może trafić do ekosystemów morskich, będąc ogromnym zagrożeniem dla obecnych tam flory i fauny. Polimery o dużej gęstości osadzają się na dnie zbiorników wodnych, imitując pożywienie dla przydennych bezkręgowców. Z kolei unoszący się na powierzchni wody mikroplastik o niskiej gęstości stanowi zagrożenie dla zooplanktonu oraz mniejszych ryb. Konglomerat mikroplastiku mający dużą powierzchnię właściwą wykazuje zdolność adsorpcji substancji toksycznych (np. polichlorowanych bifenyli PCBs), które z kolei kumulują się w organizmach zwierzęcych. Jak wykazują badania, plastikowe mikrogranulki pochodzące z produktów kosmetycznych stanowią niewielką część ogółu zanieczyszczeń środowiska morskiego spowodowanego mikroplastikami. Udział ten szacuje się na 0,1% do 4,1% w skali roku.

Przeprowadzane badania wskazują jednak, że zanieczyszczenie środowisk lądowych może być nawet od 4 do 23 razy większe niż oceanu. Mikroplastiki, które trafiają do oczyszczalni ścieków, przedostają się do osadów ściekowych, gdzie wykorzystywane jako nawóz trafiają do gleby. Również komposty wytwarzane z produktów odpadowych, zawierających tworzywa sztuczne, wpływają na zanieczyszczenie gleb mikroplastikami. Dane literaturowe jako inne źródła mikroplastików w środowisku podają emisje przemysłowe, zabiegi czyszczenia i prania tekstyliów z włókien syntetycznych.

Oficjalna lista mikroplastików

Nie powstała oficjalna lista polimerów, które należałoby uznać za mikroplastiki. Wiele organizacji pozarządowych próbuje usystematyzować dotychczasową wiedzę i podejmuje próby utworzenia wykazu potencjalnych polimerów, które mogą występować w postaci mikrogranulek.

PlasticsEurope, stowarzyszenie producentów tworzyw sztucznych w Europie, dokonało przeglądu szerokiego zakresu tworzyw syntetycznych, uwzględniając tradycyjne tworzywa termoplastyczne oraz termoutwardzalne, elastomery i tworzywa oparte na materiale biologicznym (biomasie), takie jak:

  • tworzywa oparte na materiale biologicznym – Polylactic acid (PLA), Polycaprolactone (PCL), Polyhydroxyalkanoates (PHA);
  • biodegradowalne plastiki;
  • tworzywa konstrukcyjne
  • elastomery – Polybutadiene (PBT), Styrene-Butadiene rubber (SBR) oraz syntetyczny Polyisoprene (IR);
  • żywica epoksydowana;
  • ekspandowany polystyren (EPS);
  • fluoropolimery;
  • poliolefiny (PO);
  • Polyethylene terephthalate (PET);
  • Polystyrene (PS);
  • Polyurethanes (PUR);
  • Polyvinyl chloride (PVC);
  • tworzywa termoplastyczne oraz termoutwardzalne – PE, PP, PS, PA, PET, PVC, PMMA, Acrylic itd.


Kolejną organizacją, która opracowała listę potencjalnych mikroplastików jest niemieckie stowarzyszenie BUND (Bund für Umwelt und Naturschutz Deutschland). W tym przypadku do polimerów, które mogą tworzyć mikroplastiki zaliczono:

  • Polyethylene (PE);
  • Polypropylene (PP);
  • Plyethylene Terephthalate (PET, PETE);
  • Nylon-12;
  • Nylon-6;
  • Poliurethane (PUR);
  • Ethylene/VA Copolymer (EVA);
  • Acrylates Copolymer (AC);
  • Acrylate Crosspolymer (ACS);
  • Polyquaternium-7.


Organizacja Cosmetics Europe również utworzyła listę substancji, które spełniają kryteria opracowanej przez nią definicji mikroplastików, zawiera ona jednakże dodatkowo substancje, które w myśl tej samej definicji nie są mikroplastikami.

Według CE do listy mikroplastików można zaliczyć:

  • Polyethylene;
  • Polypropylene;
  • Polymethylmethacrylate;
  • Polytetrafluoroethylene;
  • Polyurethane crosspolymer – 1;
  • Polyurethane crosspolymer – 2;
  • Polyamide (nylon) 5;
  • Polyamide (nylon) 6;
  • Polyamide (nylon) 12;
  • Styrene acrylate copolymer;
  • Polyethylene terephthalate;
  • Polyethylene isoterephthalate;
  • Polybutylene terephthalate;
  • Polyacrylates, acrylates copolymer;
  • Ethylene/Acrylate copolymer;
  • Polystyrene;
  • Methyl methacrylate crosspolymer;
  • Polymethylsilsesquioxane;
  • Poly lactic acid.


Brak jednolitej i prawnie zatwierdzonej definicji mikroplastików, a co za tym idzie wykazu substancji spełniających kryteria tego pojęcia, generuje szereg problemów oraz nieścisłości w stosunku do dynamicznie zmieniającej się sytuacji ewentualnych ograniczeń dotyczących stosowania plastikowych mikrogranulek.


Wyzwanie dla Europy

W 2012 r. Holandia jako pierwsza podjęła działania przeciwko stosowaniu w kosmetykach mikroplastików. W 2013 r. Komisja Europejska opublikowała „Zieloną Księgę w sprawie europejskiej strategii dotyczącej odpadów z tworzyw sztucznych w środowisku”, szeroko opisującą stosowanie mikroplastików. W grudniu 2014 r. Holandia, Austria, Luksemburg i Szwecja zaapelowały do Komisji Europejskiej oraz państw członkowskich o wprowadzenia całkowitego zakazu stosowania mikroplastików w produktach kosmetycznych i detergentach. Europejskie stowarzyszenie Cosmetics Europe (CE) 21 października 2015 r. opublikowało oficjalne zalecenie branżowe, dotyczące wycofania mikroplastików z kosmetyków spłukiwanych przeznaczonych do mycia i złuszczania do 2020 r. Szacuje się, że miałoby to pozwolić zmniejszyć zużycie plastikowych mikrogranulek do 50%. Zalecenie to na zasadzie samoregulacji miało wpłynąć na stopień wykorzystania mikroplastików w produkcji kosmetyków. Badania przeprowadzone w 2016 r. przez CE wykazały, że dobrowolne ograniczenia branżowe zmniejszyły zużycie składników plastikowych w produktach spłukiwanych o 82% (porównując wartości z 2012 r. oraz 2015 r.). W 2018 r. dane zebrane przez CE na potrzeby Europejskiej Agencji Chemikaliów (ECHA) dowiodły obniżenie zużycia mikroplastików w spłukiwanych produktach kosmetycznych i produktach do pielęgnacji ciała o 97,6% w latach 2012–2017.

Opierając się na procedurach REACH dotyczących ograniczania stosowania substancji, które stanowią zagrożenie dla środowiska naturalnego lub zdrowia, Komisja Europejska zwróciła się do ECHA o dokonanie oceny dowodów naukowych w celu podjęcia działań regulacyjnych na szczeblu UE w zakresie celowego dodawania mikrodrobin plastiku do różnych rodzajów produktów. ECHA rozpoczęła opracowywanie dokumentacji w celu przedłożenia propozycji ograniczenia.

16 stycznia 2018 r. Komisja Europejska opublikowała europejską strategię na rzecz tworzyw sztucznych w gospodarce o obiegu zamkniętym, która kładzie ogromny nacisk na sposób projektowania produktów z tworzyw sztucznych, ich produkowanie, wykorzystywanie oraz poddawanie recyklingowi. Ma ona na celu rozwój rynku recyklingowych tworzyw sztucznych oraz zapewnienie, że wszystkie opakowania z nich powstałe będą mogły być ponownie wykorzystane lub poddane recyklingowi w sposób opłacalny do 2030 r.

W sierpniu 2018 r. Cosmetics Europe przekazało dokument zawierający informacje dotyczące kosztów reformulacji produktów kosmetycznych, poniesionych w wyniku stopniowego wycofania mikroplastików w produktach spłukiwanych. Ograniczenie zawartości mikroplastików we wszystkich produktach kosmetycznych (również w produktach niespłukiwanych) oznaczałoby zakaz stosowania 16 potencjalnych plastikowych mikrogranulek, co odpowiada 2533 tonom mikrogranulek/rok. Jednakże zmiany formulacji w 24772 produktach kosmetycznych spowodują stratę dochodów przemysłu kosmetycznego w wysokości 1 221 682 595 euro na rok. Podana wartość obejmuje także składniki, których CE nie definiuje jako mikroplastiki. Zwrócono też uwagę, jak ważne jest określenie dostępności odpowiednich alternatyw dla ewentualnych substancji zakazanych, przeprowadzenie odpowiednich badań w celu określenia potencjału alternatyw, zapewnienie czasu niezbędnego na zmiany w recepturach i testowanie produktu oraz wejście produktu na rynek. Proces ten jest złożony i kosztowny ze względu na wysokie ceny substancji alternatywnych. Gdy brak jakichkolwiek substancji zastępczych, konieczne badania na pozyskanie zamienników zajęłyby 8–10 lat.
W najbliższym czasie należy spodziewać się dokumentu dotyczącego mikroplastików oraz opinii naukowej na ich temat. Te przyszłe publikacje zostaną skierowane do Komisji Europejskiej w celu ukierunkowania dalszych działań decyzyjnych w celu rozwiązania kwestii zanieczyszczenia mikrodrobinami w środowisku morskim i wodnym.


Podsumowanie

Obserwując dynamicznie rozwijającą się sytuację ewentualnych ograniczeń w zakresie celowego dodawania mikrodrobin plastiku do różnych rodzajów produktów, w tym do spłukiwanych produktów kosmetycznych, należy stwierdzić, że istnieje duże prawdopodobieństwo wejścia ich w życie. Kluczową kwestią przyszłych ograniczeń jest doprecyzowanie definicji mikroplastików oraz dokładnej ich listy, co pozwoliłoby na rozwianie wątpliwości, które surowce należy eliminować z receptur produktów kosmetycznych.

piątek, 05 kwiecień 2019 08:09

Czy prezydent Trump zwariował?

Napisane przez

Przełom roku to naturalny czas podsumowań i wyciągania wniosków na nadchodzące miesiące. Rok 2018, jak każdy, obfitował w ciekawe wydarzenia gospodarcze. Jednym z nich był niewątpliwie wybuch kryzysu handlowego pomiędzy USA i Chinami. Polska nie jest strategicznym partnerem żadnego z mocarstw, ale warto przyjrzeć się tej relacji. Choćby ze względu na to, że działania amerykańskiego prezydenta mogą znacząco wpływać na organizację całego, a więc także naszego, handlu międzynarodowego.

Zacznijmy od rzucenia okiem na dzisiejsze Chiny i ich rolę w światowej gospodarce. Oczywiście z racji wielkości Państwo Środka jest ważnym uczestnikiem światowego biznesu. Warto pamiętać, że według Banku Światowego Chiny są drugą co do wielkości gospodarką na świecie, za Stanami Zjednoczonymi, przed Japonią. Według Światowej Organizacji Handlu (WTO) Chiny były największym na świecie eksporterem towarów w 2017 r. i piątym co do wielkości eksporterem usług komercyjnych. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego Chiny mają największe rezerwy walutowe od grudnia 2017 r., sięgające 3.140 mld dolarów. Dla porównania, polskie rezerwy walutowe wynoszą około 115 mld dolarów.

Ważnym elementem chińskiego sukcesu jest aktywna rola państwa, które stwarza własnym firmom uprzywilejowane warunki: firmy państwowe mogą liczyć na wsparcie finansowe, takie jak tanie kredyty, a największe inwestycje realizowane są tylko przez chińskich wykonawców. Wielkość gospodarki sprawia, że władze państwowe dysponują wystarczającą ilością pieniędzy, by móc prawie dowolnie wspierać własny przemysł.

Bogacący się Chińczycy stanowią dla światowych producentów łakomy kąsek. Przykłady tylko z branży motoryzacyjnej robią wrażenie. W 2017 r. Volkswagen sprzedał na brytyjskim rynku nieco ponad 200 tys. aut, a w Chinach ponad 340 tys. tylko w grudniu. Żaden wielki biznes nie może sobie pozwolić na rezygnację z chińskiego rynku: w listopadzie 2016 r. General Motors sprzedał tu 70% więcej aut niż w USA, w całym 2016 r. Volkswagen sprzedał blisko 40%, a BMW i Mercedes po 22% swojej rocznej produkcji.

Państwo chińskie umiejętnie wykorzystuje swoje przewagi – z jednej strony zachęca do lokowania produkcji na jego terenie, z drugiej starannie wybiera tych, z którymi chce współpracować.

Ani Unia Europejska, ani USA nie uznają Chin za gospodarkę rynkową, choćby z tego powodu, że ograniczyłoby to środki antydumpingowe, a Chiny nie robią prawie nic, aby zapewnić firmom z UE lub USA rzeczywisty dostęp do rynku Chin bez niekończących się warunków i zwyczajowych opóźnień.
Zwykłą praktyką Chin jest ciągłe obiecywanie dostępu do rynku i domaganie się, aby inwestycje odbywały się poprzez wspólne przedsięwzięcia, często z przedsiębiorstwami publicznymi. Niejako rutynowo nalegają na transfer technologii. Znanym problemem jest niezbyt rygorystyczne podejście Chin do własności intelektualnej. Komisarz UE ds. handlu Cecilia Malmström wskazuje, że kradzież własności intelektualnej, taka jak podrabianie i piractwo, hamuje innowacje i zmniejsza zaufanie naszych (EU) partnerów handlowych. Dotyczy to szczególnie Chin, które nadal dostarczają znaczącą większość podrobionych i pirackich towarów.

Rozpędzona chińska gospodarka, od lat dysponująca wielkimi nadwyżkami finansowymi, poszukuje dla nich nowych lokalizacji i znajduje je w gospodarkach Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej, pogrążonych w ciągłych kłopotach spowodowanych populistyczną polityką gospodarczą, złym zarządzaniem i korupcją. Dla Chin są one łatwym celem – Chińczycy budują tam potrzebne drogi, koleje i porty konieczne do obsłużenia rosnącej liczby ludności, zaspokajania podstawowych potrzeb i wspierające utrzymanie spokoju społecznego. Jako inwestor Chiny są bardzo atrakcyjnym partnerem, ponieważ nie starają się wpływać na politykę wewnętrzną, chińskie projekty realizowane są z szybkością nieznaną w tych krajach, a co najważniejsze ich finansowanie nie jest objęte restrykcyjnymi warunkami. Ale jak zauważył Rex Tillerson w lutym 2018 r. na Uniwersytecie Teksańskim: „Chiny stwarzają na rynkach wschodzących na całym świecie atrakcyjną ścieżkę rozwoju. W rzeczywistości jednak wiąże się to z krótkoterminowymi zyskami z długoterminowej zależności”.

Większość gospodarczych doświadczeń zebranych przez wiele krajów w relacjach z Chinami wskazuje na jedno: Chiny grają znaczonymi kartami, zapewniając sobie przewagi wynikające z ich wielkości i dominującej pozycji.

Nie wiadomo, czy prezydent Trump zna wszystkie aspekty obecności chińskiej na światowym rynku, ale można się spodziewać, że zna je jego otoczenie, choćby amerykańscy przedstawiciele w Światowej Organizacji Handlu, którzy sprzeciwiają się uznaniu Chin za gospodarkę rynkową.

Wiadomo za to, że prezydent już w swojej kampanii, prowadzonej pod hasłem „Make America Great Again” (Uczyńmy znów Amerykę Wielką), obiecywał przywrócenie Ameryce należnego jej, jego zdaniem, miejsca w świecie. Za jeden z istotnych objawów osłabienia roli USA, a szczególnie w relacjach z Chinami, prezydent uznał deficyt w obrotach handlowych. Według niego narastający import jest przyczyną ograniczania produkcji na terenie Stanów, a tym samym zmniejszania liczby miejsc pracy, co prowadzi do ubożenia (lub niebogacenia) się jego wyborców.

Aby temu zapobiec, USA postanowiły nałożyć cła na chińskie produkty, co wywołało na świecie falę komentarzy i zostało potraktowane jako jednostronny protekcjonizm, czyli działanie zagrażające równoprawnym warunkom gospodarczym. Pojawiły się scenariusze przywołujące Smoot-Hawley-Act, amerykańską ustawę protekcjonistyczną z 1930 r., która przyczyniła się do pogłębienia i przedłużenia wielkiego kryzysu. Jednocześnie zarzucono prezydentowi, że w imię wewnętrznych amerykańskich interesów zamierza wysadzić w powietrze światowy ład gospodarczy i, być może, doprowadzić do kolejnego wielkiego załamania.

Co oczywiste, objęcie cłami towarów z Chin spowodowało także reakcje wewnątrz USA i bliższe spojrzenie na rzeczywistość amerykańskiego importu. Szybko okazało się, że większość amerykańskiego importu, według danych Asian Development Bank aż 65%, nie jest importem w ścisłym znaczeniu tego słowa, lecz transgranicznymi dostawami w ramach tych samych organizacji gospodarczych, czyli amerykańskich koncernów. Oznacza to, że za większość deficytu handlowego z Chinami odpowiadają właśnie one, bo w pogoni za zyskami „wyprowadziły” miejsca pracy do tańszych zakładów w Chinach. Najbardziej spektakularnego dowodu na słuszność tej tezy dostarczył Apple, jeden z największych amerykańskich koncernów, który w liście z 5 września ubiegłego roku, skierowanym do Biura Przedstawiciela Handlowego USA, zagroził, że proponowane cła spowodują podniesienie cen niektórych popularnych towarów konsumpcyjnych, takich jak słuchawki Apple Watch i AirPods, komputera stacjonarnego Mac mini, akcesoriów do iPadów, różnych ładowarek i adapterów oraz sprzętu do narzędzi używanych do produkcji i projektowania niektórych produktów w USA. Odpowiedź prezydenta Trumpa poprzez Twitter była błyskawiczna i celna: „Rozwiązanie jest proste – produkujcie w USA, zamiast w Chinach. Zaczynajcie budowę nowych fabryk. To fascynujące”. Wpis zakończył hashtagiem „MAGA”, skrótem od swojego hasła wyborczego „Make America Great Again”. Wahnięcie wartości giełdowej Apple’a po tej odpowiedzi dowodzi, że inwestorzy i konsumenci także zrozumieli, jaką rolę we wzmacnianiu Chin odgrywa własny amerykański biznes.

Pozostaje zatem odpowiedzieć na tytułowe pytanie: Czy prezydent Trump zwariował, narażając cały znany gospodarczy porządek na katastrofę protekcjonizmu?

Odpowiedź oczywiście nie jest prosta.

Krytycy prezydenta z pewnością zwrócą uwagę na potencjalne ryzyko, wynikające z „obudzenia” ducha protekcjonizmu. Główny ekonomista MFW Maurice Obstfeld przewiduje, że wojna handlowa między Stanami Zjednoczonymi i Chinami doprowadzi do znacznego pogorszenia sytuacji gospodarczej, a kolejne bariery handlowe dotkną gospodarstwa domowe, przedsiębiorstwa i całą gospodarkę. W efekcie globalny wzrost gospodarczy wyniesie 3,7% w 2019 r., a nie jak prognozowano 3,9%. Można spodziewać się wolniejszej ekspansji w strefie euro, podniesienia cen w USA i Chinach. Obstfeld prognozuje, że świat stanie się „biedniejszym i bardziej niebezpiecznym miejscem”, chyba że światowi liderzy wspólnie zadbają o podniesienie poziomu życia, poprawę edukacji i zmniejszenie nierówności.

Zwolennicy prezydenta zwrócą uwagę na dwa ważne fakty: po pierwsze, wywołana przy okazji ceł dyskusja na temat relacji z Chinami wskazuje, jak bardzo protekcjonistycznie Chiny traktują swoja gospodarkę. Używając sportowej metafory: przedsiębiorstwa z całego świata, które weryfikują na co dzień swoją rynkową pozycję, muszą współzawodniczyć z konkurentem na dopingu. To nie są warunki równoprawnej i równorzędnej konkurencji.

Po drugie, świadomie lub nie, prezydent wywołał do odpowiedzi amerykański biznes i jego odpowiedzialność za los Amerykanów. Taki efekt nie byłby możliwy na drodze prawnej czy administracyjnej i Trump o tym wiedział.

Podsumowując: można podejrzewać, że represyjne cła i ewentualna wojna handlowa mogą być tylko pro forma skierowane przeciwko Chinom, a ich rzeczywistym celem jest ukrócenie dyktatu transnarodowych korporacji, które bronią swojego modelu biznesowego. Możliwe także, że przy okazji ograniczona zostanie chińska ekspansja i przywrócona równowaga w relacjach gospodarczych z Państwem Środka.

A jeśli jeszcze mniej zamożni wyborcy prezydenta Trumpa odczują na amerykańskim rynku wewnętrznym poprawę swojej sytuacji, trudno będzie powiedzieć, że prezydent zwariował.

25 listopada 2018 r. weszła w życie ustawa z 5 lipca 2018 r. o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej. Przepisy o zarządzie sukcesyjnym mają zastosowanie do tych przedsiębiorstw, których właściciele zmarli po 24 listopada 2018 r.

Ustawa ta jest adresowana do ponad 2 milionów przedsiębiorców zarejestrowanych w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej, z których ponad 230 tysięcy ukończyło już 65 lat. Wiele z tych firm to duże przedsiębiorstwa z wielomilionowymi obrotami, zatrudniające dziesiątki lub setki pracowników. Ustawa reguluje, co dzieje się z przedsiębiorstwem pomiędzy dniem śmierci przedsiębiorcy-właściciela a przejęciem przedsiębiorstwa przez spadkobiercę lub spadkobierców. Jej celem jest umożliwienie płynnego kontynuowania działalności w przypadku śmierci właściciela.

Dotychczas wraz ze śmiercią właściciela prowadzona przez niego działalność gospodarcza przestawała istnieć. Wygasały wszystkie umowy, tak z pracownikami, jak i z kontrahentami. Wygasał również numer NIP i wszystkie zezwolenia administracyjne. Jedynym sposobem kontynuowania działalności przez spadkobiercę było zarejestrowanie przez niego własnej działalności, a następnie ponowne uzyskiwanie, we własnym imieniu, koniecznych zezwoleń oraz ponowne zawieranie wszystkich umów związanych z tą działalnością.

Działalność gospodarcza prowadzona przez osobę fizyczną staje się z chwilą jej śmierci tzw. przedsiębiorstwem w spadku, obejmującym składniki niematerialne i materialne, przeznaczone do wykonywania działalności gospodarczej przez przedsiębiorcę, stanowiące mienie przedsiębiorcy w chwili jego śmierci (ale także nabyte przez zarządcę sukcesyjnego od dnia śmierci przedsiębiorcy do dnia wygaśnięcia zarządu sukcesyjnego) oraz zachowuje pracowników, numer NIP, ciągłość rozliczeń podatkowych, koncesje i zezwolenia. Dzięki temu może ono kontynuować działalność prowadzoną przez zmarłego przedsiębiorcę i realizować zawarte przez niego umowy handlowe.

Właścicielem przedsiębiorstwa w spadku jest:
1. spadkobierca (zarówno ustawowy, jak i testamentowy czy windykacyjny);
2. małżonek przedsiębiorcy, jeżeli w chwili śmierci przedsiębiorcy przedsiębiorstwo stanowiło w całości mienie obojga małżonków i małżonek posiada udział w przedsiębiorstwie w spadku;
3. osoba, która nabyła przedsiębiorstwo w spadku lub udział w tym przedsiębiorstwie od spadkobiercy lub małżonka.

Nabycie (dziedziczenie) przez spadkobierców przedsiębiorstwa w spadku podlega zwolnieniu od podatku od spadków i darowizn, jeżeli spadkobierca będzie je prowadził co najmniej przez 2 lata oraz w ciągu 6 miesięcy od jego nabycia zgłosi ten fakt do urzędu skarbowego. Zwolnienie to przysługuje, niezależnie od stopnia pokrewieństwa, każdemu nabywcy przedsiębiorstwa w spadku (...)

piątek, 05 kwiecień 2019 07:53

Brexit i jego skutki dla sektora kosmetycznego

Napisane przez

29 marca 2017 r. Wielka Brytania formalnie zgłosiła zamiar wyjścia z Unii Europejskiej. Był to pierwszy w historii UE przypadek wykorzystania art. 50 traktatu o utworzeniu Unii Europejskiej.

Warunki wystąpienia Wielkiej Brytanii powinny zostać określone w umowie o wystąpieniu, która powinna zostać podpisana przez obydwie strony (UE i Wielką Brytanię) przed 30 marca 2019 r. Umowa powinna regulować wszystkie kwestie dotyczące opuszczenia Unii, takie jak: prawa obywateli, rozliczenia finansowe, granica Irlandii Północnej, warunki wymiany towarów i usług oraz potencjalny okres przejściowy. Niestety, w momencie przygotowywania niniejszego artykułu do brexitu pozostały tylko dwa miesiące, a porozumienie w sprawie umowy o wystąpieniu wciąż nie zostało osiągnięte. Nie są więc znane szczegóły przyszłej współpracy pomiędzy UE a UK, zatem nie wiadomo, jak zmieni się w przyszłości sytuacja przedsiębiorców sektora kosmetycznego na obydwu rynkach. Jednak bez względu na fakt, czy umowa pomiędzy UE a UK zostanie zawarta, z dniem 30 marca 2019 r. Wielka Brytania formalnie stanie się, z punktu widzenia UE, tzw. krajem trzecim. Większości z nas wciąż trudno w to uwierzyć.

Wyjście Wielkiej Brytanii z UE będzie miało szereg istotnych skutków dla całego sektora kosmetycznego – w Polsce, w Wielkiej Brytanii i w całej UE. Dziś mamy jeden rynek, jeden system prawny – rozporządzenie kosmetyczne 1223/2009/WE, jedną osobę odpowiedzialną i wzajemne uznanie zgodności produktu przez nadzór w 28 krajach UE. Po 30 marca 2019 r. UE i UK staną się dwoma osobnymi rynkami, z osobnymi regulacjami, odrębnym nadzorem i różnymi obowiązkami przedsiębiorców.

UK jest dla przedsiębiorców operujących w Polsce bardzo ważnym rynkiem. Wiele firm z rynku polskiego świadczy usługi podwykonawcze dla przedsiębiorców w UK lub wprowadza tam do obrotu własne produkty. W 2016 r. UK była dla Polski drugim kierunkiem eksportu kosmetyków na świecie (po Niemczech), a wartość eksportu wynosiła 1,59 mld zł . W 2016 r. (według GUS, który w szacunkach nie uwzględnia mydeł kosmetycznych) UK była drugim krajem eksportowym po Niemczech, a jej udział w łącznym eksporcie z Polski wynosił 12,7% .

Z kolei według danych HM Revenue & Customs (HMRC) Polska jest ósmym eksporterem (uwzględniając wszystkie towary) do Wielkiej Brytanii wśród krajów UE. UK jest zresztą czwartym największym importerem na świecie, a największym w całej Unii Europejskiej. Według Eurostatu, import całkowity z całej Unii Europejskiej do UK wynosi średnio prawie 25 mld euro miesięcznie, a według United Nations nadwyżka importu nad eksportem w UK wynosiła 11%. UK kupował więc od nas znacznie więcej towarów, niż my z UK.

Co się zmieni po 30 marca 2019 r.?

Po wyjściu z UE Wielka Brytania stanie się krajem trzecim, niebędącym członkiem UE. W okresie przejściowym (o ile taki okres zostanie uzgodniony, tj. zostanie zawarta umowa o wyjściu) Wielka Brytania byłaby nadal traktowana tak, jakby była członkiem UE. Później jednak wszystkie produkty kosmetyczne, które nadal będą wprowadzane na rynek (...)

czwartek, 14 marzec 2019 07:47

Koniec śmiecenia?

Napisane przez

Czy można sobie wyobrazić rodzinny piknik na łonie natury bez jednorazowych sztućców? Albo udane okrągłe urodziny bez kolorowych drinków z równie kolorowymi plastikowymi słomkami? A codzienna toaleta bez używania patyczków higienicznych? Podobne pytanie zadają amatorzy „diet pudełkowych” – w czym będą dostarczane posiłki?

Ekolodzy biją na alarm, ponieważ z ekspertyz przeprowadzonych dla Unii Europejskiej wynika, że 80–85% wszystkich odpadów morskich stanowią produkty z tworzyw sztucznych. Badania wskazują jednoznacznie, że pozostałości tworzyw sztucznych można znaleźć w układach pokarmowych przede wszystkim żółwi morskich, wielorybów i ptaków, a także niektórych gatunków ryb lub skorupiaków, przez co stają się integralną częścią łańcucha pokarmowego, a ostatecznie są konsumowane przez ludzi. Poza szkodliwym oddziaływaniem na środowisko i potencjalnie na zdrowie ludzi odpady morskie z tworzyw sztucznych mają negatywny wpływ na turystykę morską, rybołówstwo oraz żeglugę. Zakaz obrotu jednorazowymi przedmiotami codziennego użytku stanowi wstęp do globalnej walki z zanieczyszczeniem mórz i oceanów.

Tworzywa sztuczne mają wszechstronne zastosowanie, ale należy je wykorzystywać w sposób odpowiedzialny. Plastikowe produkty jednorazowego zastosowania nie stanowią inteligentnego wyboru ani pod względem ekonomicznym, ani pod względem środowiskowym. 24 października 2018 r. Parlament Europejski przystąpił do głosowania nad Dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie ograniczenia wpływu niektórych produktów z tworzyw sztucznych na środowisko , znanej również jako dyrektywa plastików jednokrotnego użycia (Single – Use Plastics Directive SUPD). Europosłowie przegłosowali zakaz sprzedaży jednorazowych przedmiotów użytku codziennego ‒ za głosowało 571 osób, przeciw były 53, a 34 wstrzymały się od głosu. Oznacza to, że na terenie UE sprzedaż ww. przedmiotów (głównie jednorazowych naczyń, patyczków higienicznych czy rurek do napojów) będzie nielegalna. Zakaz zacznie obowiązywać w 2021 r.


Nowe przepisy określają:

1. produkty, dla których istnieją dostępne zrównoważone alternatywy (celem jest promowanie mniej szkodliwych alternatyw);
2. produkty, dla których nie istnieją alternatywy. W przypadku tych produktów celem jest ograniczenie szkód dzięki skuteczniejszemu informowaniu konsumentów oraz obciążaniu producentów odpowiedzialnością finansową za skutki dla środowiska;
3. produkty, które są już dobrze wychwytywane, w przypadku których celem jest zapewnienie ich wprowadzenia do istniejącego (lub planowanego) systemu selektywnego zbierania i recyklingu.

Przeanalizowano również cztery warianty (scenariusze), obejmujące wybór różnych środków stosowanych do poszczególnych produktów. Wybrany wariant, najbardziej alternatywny w ocenie Komisji, powinien być najbardziej adekwatnym działaniem w kwestii ograniczenia czynników będących motorem napędowym zanieczyszczenia mórz, i tym samym podnoszącym świadomość konsumentów. Obejmuje on środki w zakresie projektowania produktów, takich jak butelki na napoje z zamocowanymi nakrętkami, co ograniczy ich wydostawanie się do środowiska.


Obejmuje on następujące działania:

(...)